PDA

View Full Version : Kim jesteś?



field.kowal
09-20-2013, 01:42 PM
Podobno niektóre funkcje pełni się nie z wyboru, a z powołania. Rzecz w tym (prawię być może herezję), że powołani jesteśmy przede wszystkim do bycia ludźmi. Na człowieczeństwo zaś składa się wiele czynników – w tym umiejętność tak pracy, jak i znalezienia czasu na odpoczynek. Odpoczynkiem (a dla niektórych i pracą) mogą być gry – w końcu pojęcie homo ludens – człowiek grający – powstało nie bez przyczyny…

Pamiętam, jak pewnego razu do Świata Gier Komputerowych (RIP) dodana została stara gra o znaczącym tytule „Might & Magic VI: Mandate of Heaven”. Dlaczego takim znaczącym? Cóż, mandat niebios można było rozumieć na różne sposoby (nawet w kontekście samej gry). Co było jednak istotne, to fakt, że zniknąłem na ładnych kilka tygodni z obiegu. Wcale nie byłem ekspertem – po prostu byłem graczem. Grałem w grę, która już wtedy nie była zbyt ładna, ale była retro.

I jakoś tak wyszło, że retro zaczęło ostatnio znów wkraczać na salony. Dlaczego? Trudno powiedzieć – może po prostu producenci gier zauważyli, że, posługując się łacińską maksymą, nihil novi sub sole – nic nowego pod słońcem? Ile razy grając w jakąś nową produkcję narzekaliście, że jest wtórna, bądź też „meh, ma to samo, co gra XXX”? Ktoś obiecywał, że gra będzie innowacyjna, a wyszło jak wyszło (czyli w ogóle). Z drugiej strony pojawiają się twórcy, którzy wiedzą, że lubimy to, co znamy. I basta.

Pamiętacie „Legends of Grimrock”? No jasne, że pamiętacie. Twórcy nie ukrywali, że robią klasycznego dungeon crawlera a la „Wizardry” czy wspomniane już „Might & Magic”. Wiecie, co było w tym wszystkim najfajniejsze? Ano, to, że „Legends of Grimrock” nie udawało, ze jest czymś innym. Gra była schematyczna pod tym względem, że pełną drużyną przemierzaliśmy ponure korytarze i zabijaliśmy wraże stwory (a czasem one nas zabijały). Frajda, jaką można było czerpać z tej eksploracji była czymś, co obudziło we mnie sentyment do starych gier RPG. I niedawno ta sytuacja się powtórzyła.

Niedawno temu daliśmy wam możliwość wczesnego dostępu do gry „Might & Magic X – Legacy”. Jeśli pamiętaliście stare tytuły takie jak „Might & Magic IV” czy też następcę tej odsłony – to wiedzieliście, z czym to się je. Sam, zaraz tylko jak było to możliwe, ściągnąłem swoją kopię, uruchomiłem i… i łezka się w oku zakręciła. Nie jest to łezka, która się kręci grając w Assassin’s Creed I, w którym skaczemy sobie radośnie po Jerozolimie. To sentyment pochodzący jeszcze z czasów dzieciństwa. Sentyment, który dotyka pewnej głęboko ukrytej naiwności, wewnętrznego dziecka, które powinniśmy pielęgnować po to, by mieć świadomość tego, dlaczego gramy w gry RPG, dlaczego kochamy strategie (i zabijamy insektoidalnych kosmitów), lub też dlaczego cały czas kupujemy kolejne odsłony przygód pewnej pani archeolog.

Istnieje jednak również druga grupa graczy – dla nich czasy Heroes III to zamierzchła przeszłość, a wspomniane „Legacy” będzie mogło razić kostycznością. To, co nas – generacji Commodore i Atari – będzie budziło sentyment (czyli poruszanie się po polach, turowa walka, system rozwoju postaci ze 150 statystykami) – ich będzie raziło. Czy to znaczy, że w jakiś sposób są inni? Powstaje pytanie w tym momencie o to, kim jest gracz. O to, co stanowi jego tożsamość. Nie chodzi bowiem o to, jakim graczem jesteś, ale dlaczego nim jesteś. A każdy z nas lubi walczyć o zwycięstwo – czy chodzi o zwykłą promocję w sklepie, czy też o überirytującego bossa, którego masz ochotę wykończyć nie mniej niż Kojot Wiluś pewnego strusia. Smak zwycięstwa jest jeden i ten sam. A pytanie? Pytanie jest proste: na której grze po raz pierwszy poznałeś/poznałaś smak zwycięstwa?

Nie ukrywam, że całość wisi na pewnym blogu (http://www.gamersid.pl/2013/09/kim-jestes/) ;) Jeśli chcecie - zapraszam do zajrzenia. Będzie więcej i więcej ;)